Niektórzy ludzie rodzą się wrażliwsi niż inni. Są niczym delikatne owoce - łatwiej ich zranić, częściej płaczą, a smutek towarzyszy im od najmłodszych lat

Uświadomiłam sobie już dawno temu, że jestem nadwrażliwa. Sądziłam, że to dobrze być wrażliwym, empatycznym, współczującym. Myliłam się. Odczuwam tysiąc razy bardziej radość i smutek. Ale życie już takie jest, że więcej jest tych smutnych chwil niż radosnych. Bo życie nie jest proste. Ale czy to nie jest przypadkiem tak, że sama wszystko wyolbrzymiam? Niekoniecznie coś musi być AŻ tak smutne, złe, przygnębiające czy żałosne. Czasami przyłapię się na tym, że zareagowałam zbyt emocjonalnie, zbyt szybko wyciągnęłam wnioski, nie poddałam czegoś analizie, albo poddałam niepotrzebnie. Tracę czas i energię na coś zupełnie nieprzydatnego, a wręcz uprzykrzającego mi życie. Bo to przez tą cholerną nadwrażliwość doszukuję się wszędzie podtekstu, aluzji, dwuznaczności i niedomówień. A potem przeżywam, płaczę, załamuję się i czuję rozdarcie. Przez siebie, przez swoje przekleństwo. I kiedy teraz uświadomiłam sobie, że jestem winna, że sama funduję sobie te wszystkie huśtawki, chcę to wyłączyć, albo przynajmniej zminimalizować. Tylko jak być bardziej zdystansowaną i obojętną? Jak wrócić do stanu umiarkowanej i nieszkodliwej wrażliwości, która często mnie dobija?

Nieważne, co ci się przytrafia, ważne,jak to wykorzystasz.Życie przypomina grę w pokera.Nie masz wpływu na to, jakie dostaniesz karty- ale tylko od Ciebie zależy, jak rozegrasz partię.

Śnią mi się koszmary. Jakieś dziwne demony skradają się w nocy i chcą się zadomowić w mojej głowie. Nad ranem chowają się pod łóżko i siedzą cicho, aby znów odezwać się nocą. Próbuję odpowiedzieć sobie na najważniejsze pytania. Czy jestem szczęśliwa? Czy dążę do celu, którego naprawdę pragnę?  I nie umiem sobie na nie odpowiedzieć. Od kilku czy kilkunastu dni jestem w jakiejś wewnętrznej rozsypce, choć nie daję tego po sobie poznać. Ale walczę sama ze sobą, bo chciałabym znów poczuć się beztrosko, poczuć się radośnie. A coś mi ciąży, czuję się taka przygnębiona rzeczywistością i tym, że nie potrafię dokonać wyboru: czego do cholery chcę, tak naprawdę!



5 komentarzy:

  1. Mnie ostatnio też dręczą demony...moje demony. Nadwrażliwa osoba ma zdecydowanie trudniej. Kiedyś byłam sama taką osobą, lecz teraz staram się być zimną suką. Wolę takie określenie niż dać się komuś zranić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też staram się być chłodniejsza wobec ludzi. Bo kiedy jestem sobą, łatwiej mnie zranić. Ludzie wykorzystują naiwność i dobro. To okrutne. Nie chcę się z tym pogodzić, ale nie ma wyboru. Jak się ma miękkie serce to trzeba mieć twardą dupę :P

      Usuń
    2. Właśnie o to chodzi - łatwiej wtedy zranić. Przykro to, że ludzie wykorzystują dobroć drugiej osoby...
      "Jak się ma miękkie serce to trzeba mieć twardą dupę" - to właśnie chciałam Tobie napisać. :)

      Usuń
  2. Nadwrażliwość jest niebezpieczna, coś o tym wiem... Chociaż ja, jak tam myślę o swoim życiu w tej chwili, już się zdystansowałam.
    Może potrzebujesz czegoś (kogoś?), kto naprowadzi Cię na właściwe tory, żeby móc odpowiedzieć sobie na te pytania?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niestety dopiero jestem na drodze do zdystansowania. Czasami mi się to udaje, ale zależy od sytuacji.

      Nakierować mogę się sama, tylko i wyłącznie. I dlatego mam z tym taki problem, bo muszę zajrzeć w głąb siebie i odkryć co naprawde czuję. Do niedawna wiedziałam, wydawało mi się nawet, że mam pewność co do niektórych spraw. A okazało się, że jednak zakradł się mętlik i niczego już nie jestem pewna.

      Usuń